• Wpisów:253
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:205 dni temu
  • Licznik odwiedzin:10 551 / 1787 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dawno mnie tu nie było. Mam aktualnie 20 lat,

przeprowadziłam się do innego miasta, rzuciłam studia i

zaczęłam nowe. Nowy rozdział. Dlaczego tak długo się nie

odzywałam? Bo było idealnie. Czułam się świetnie. Żadnych

dolegliwości. Zero bólu. Psychicznego i fizycznego.


Zaczęło się znowu, ale nie zamierzam przegrać z tym

cholerstwem. Chce mieć dobre życie, jestem na studiach,

które są odpowiednim dla mnie miejscem. Poznałam tu

wspaniałych ludzi, tęsknie za domem, ale teraz mam tu też

swego rodzaju rodzinę. Rozpoczął się kolejny twórczy

moment w moim życiu. Jestem bogatsza o to, że raz już

przetrwałam więc kolejny też przetrwam. Trzeba być silnym

i czerpać radość z najmniejszych elementów świata bez

tego umrzesz.
  • awatar sense of security: Cześć. miałam tak samo, dobrze - nie ma mnie tu, źle- jestem. całkiem niedawno było mało kolorowo. od tygodnia znowu w miarę okej i nagle nie mam co pisać. jak nie zamierzasz to nie przegrasz nie wiadomo jak będzie ciężko. widzę siłę. powodzenia. trzymam kciuki! i nie wiem czy się cieszyć że się odezwałaś, bo już wolałabym żeby Cie tu nie było a w realnym życiu było dobrze. mam nadzieję że rozumiesz. pozdr! ; >
  • awatar `.żαвкαα.`: Powodzenia ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Byłam u lekarza i jest troszkę źle,ale nie zapeszam mam nadzieje że wszystko wyjdzie w lepszej wersji niż lekarz to nakreślił. No więc mam torbiel na szyjce macicy, która rosła sobie rok czasu bo moja wcześniejsza lekarka idiotka olała sprawę. Biorę leki, za miesiąc kontrol i mam nadzieje ,że zniknie, jeżeli nie to się wytnie ten syf. No i do tego dolicze guzka w piersi i guzki na tarczycy. USG tarczycy mam już umówione i idę w poniedziałek zapisać się do onkologa. Boje się jak nigdy, chociaż staram się o tym nie myśleć. Moja mama miała raka piersi, a teraz tarczycy więc .. Nie ma co teraz o tym myśleć. Wszystkiego dowiem sie od lekarza, chociaż wizja posiadania raka w tak młodym wieku przeraża mnie.
No ale w sumie żeby nie kończyć tak pesymistycznie. To powiem że z Alanem jest już git. Mój przyjaciel nawrócił się i chce ze mną spędzać czas co mnie bardzo cieszy, bo kurcze co jak co, ale potrzebuje go bardzo.
 

 


Dokładnie tak kochani!Słowa z piosenki Sidney'a Polaka odnoszą się idealnie do kwesti przyjaźni, jakże szczerej i 'wiecznej'. Czym ona tak na prawdę jest? Słownikowa definicja: przyjaźń «bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości i zaufaniu; też: życzliwość, serdeczność okazywana komuś»
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie? Odpowiedź brzmi:Nie.Będąc w biedzie miałam przyjaciół,zaufałam im, nie wiedziałam jak się im odwdzięczyć za to że są. Stali się moim całym światem.Gloryfikowałam ich istnienie. Kiedy było już w miarę dobrze, zniknęli. Nie mam w zwyczaju napraszać się o spotkanie czy też rozmowę. Ludzie mają różne priorytety, na przykład wyjście z kumplami na piwo jest ważniejsze niż urodziny swojej przyjaciółki, według mnie taka sytuacja wyklucza słowo przyjaźń. Czy zachowanie najlepszej przyjaciółki, będącej na urodzinach, zamieniającej z wami 6 zdań i cały czas siedzącej w telefonie jest adekwatne do roli którą pełni? Odpowiedź brzmi:Nie.Czy przyjaciele będący na urodzinach swojej przyjaciółki wychodzą z jej imprezy na inną mimo że wiedzą o wadze ich obecnosci ? Odpowiedź brzmi:nie. Czy prawdziwymi przyjaciółmi można nazwać ludzi którzy uzależniają wybór spotkania od wygody i komfortu jaki im zapewni jedno z nich ? Odpowiedź brzmi:Nie. Czy prawdziwym przyjacielem można uznać osobę która mimo silnego przywiązania emocjonalnego przez okres 2,5 lat nagle o Tobie zapomina? Odpowiedź brzmi:nie. Czy prawdziwymi przyjaciółmi można nazwać ludzi , którzy obgadują każdego z członków w różnych konfiguracjach? Odpowiedź brzmi:nie.
Powiem tak.Uwierzyłam w przyjaźń. Zostałam sama. Widocznie tak miało być. Wkradła się depresja. Stany lękowe są znowu mile widziane, ale już nie ma tych którzy zawsze mi pomogli. Może się zmęczyli. Zostałam sama. Sama jak palec. Co teraz robie? Nic. Co będę robiła jutro ? Nic. Dlaczego? Bo zostałam sama. Z kim pójdę w weekend na imprezę? Z kim pójdę jutro do maka? Z nikim? A dlaczego? Bo zostałam sama. Sama jak palec. Ludzie mnie mijają nie wiedza kim jestem, nie wiedza co przeżywam, nie wiedzą co może mi się stać. Dlaczego? BO JESTEM SAMA! SAMA! .. BO JESTEM SAMA.
 

 


Tak właśnie ona. Nie lubię jej. Jest najgorszą z moich wszystkich koleżanek. Nie widziałam jej prawie rok, a teraz pojawiła się na nowo. Przeprosiła mnie za to, że jej nie było. Miałam iść do psychiatry pogadać o tej przyjaźni bo jednak psychiatra wie jak najlepiej zaradzić jeśli chodzi o nasze relacje. Ona nie chce się odczepić. A ja? Nie potrafię jej zostawić. Za szybko się przywiązuję. Dzięki niej nie jestem przynajmniej sama. Rozumie mnie. Kocha. Ale jest jeszcze jedno. Jest destrukcyjna. Tak.. Właśnie dlatego zerwałyśmy kontakt kiedyś. Nie wiem jak będzie teraz. Zobaczymy.
  • awatar ♥♥♥INSOMNIA♥♥♥: @Chloé*: Wszystko byłoby łatwiejsze gdybym miała tych bliskich przy sobie, ale w ostatnim czasie nie ma przy mnie nikogo, a sama chwilami fiksuje
  • awatar Chloé*: cd. Ale miał dla kogo żyć, cholernie miał. Karetka przyjechała na czas. Wzięli Go siłą na oddział. Żyje. Ale wiesz co? Nie umiem się z tym uporać. Z widokiem najbliższej mi osoby w takim stanie. Nie umiesz sobie wyobrazić co to znaczy patrzeć i nie móc nic zrobić kiedy widzisz, że jesteś sekundy od utraty kogoś. Błagam Cię, z całego serca - postaraj się ze wszystkich swoich sił, nawet tych, których wydaje Ci się, że nie masz - żyj, odgoń złe myśli, zrób to dla siebie i tych, którzy Cię kochają. Depresja nie zna litości. Pamiętaj, że bolesnej pustki nikt nie zdoła zapełnić. I mówię to ja - najbliższa osoba niedoszłego samobójcy. Nawet zwyczajna śmierć jest mniej bolesna. Gorsze jest patrzenie jak z kogoś na własne życzenie uchodzi życie i nawet nie chce pozwolić sobie pomóc. Strach, że to się powtórzy jest niewyobrażalny. Proszę, weź się w garść. Nie pozwól, aby ta choroba zabrała Cię w drogę bez powrotu.
  • awatar Chloé*: Pamiętaj, że ta przyjaźń jest fałszywa. Skrzywdzi Cię. Ale wiesz, nie tylko Ciebie. Zmiecie z ogromną, destrukcyjną siłą całe szczęście, życie i radość wokół Ciebie. Bo depresja nie dotyka tylko jednej osoby. Odbija się echem od każdego, kto jest w pobliżu. Jeśli nie masz siły zebrać się w sobie i zerwać tej znajomości, pamiętaj, że w najgorszym momencie zabijesz wszystko, co dobre w Twoich bliskich. Dlatego musisz mieć siłę zawalczyć o siebie, o nich. Pamiętaj o tym. Nie jest tak, że mówię o tym z teorii, niestety znam to z autopsji. Kilka miesięcy temu mój jedyny Brat cierpiał z powodu żony - osoby pozbawionej uczuć. Po paru miesiącach walki z depresją, przypieczętowanych płaczem, niechęcią życia, ciężkich rozmów ze mną... targnął się na swoje życie. Znalazłam go. Błagałam, aby wyrzygał silne leki, których zażył garść... Z rozpaczy groziłam na Jego oczach, że wbiję sobie nóż w serce jak mnie opuści. I wiesz co? Powtarzał, że nie chce żyć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Nie odzywa się do mnie, nie rozumiem tego. Mieliśmy wspólną paczkę. Zawsze wychodziliśmy w piątkę, a teraz? Nie wiem może i wychodzą razem beze mnie, któż to wie. W każdym bądź razie, przerwałam fatum ciążące nad moją osobą. Jem zdrowo, gotuje, ćwicze,zaczęłam o siebie dbać totalnie! Muszę się doprowadzić do równowagi emocjonalnej, a sport i zdrowa dieta są najlepszym rozwiązaniem. Spotykam się ostatnio z moją dawną miłością. Jest przystojny na miliard procent! Aż ciężko uwierzyć , że ma chęć się ze mną spotykać. Zobaczymy jak to będzie. Na studiach angażuje się w koło naukowe, nie chce być kimś przezroczystym. Jeszcze każdy o mnie kiedyś usłyszy, w sumie chciałabym. Nie chce totalnej sławy tylko chociaż drobną wzmiankę o mnie. A co do piosenki wyżej, zakochałam się w niej !
 

 
Spędziłam dziś cudowne popołudnie z moim ukochanym.

Damian jest kimś komu nie potrafię nie wybaczyć.

Oczywiście jeśliby mnie zdradził bym mu nie wybaczyła.

Nasz związek trwa już 2 i pół roku to sporo jak na

takich gówniarzy jak my. Wiem, że ludzie mówią że

miłość nie trwa wiecznie, albo że to przejściowe

czy co kolwiek takiego, ale ja wiem że z Damianem

spędzę całe życie. To jest właśnie ten człowiek.

Osoba której mogę powiedzieć wszystko , osoba która

jedyna mnie rozumie i wspiera w najgorszych momentach.

Wiem, że narzekam nie raz na niego chociażby post niżej,

ale mimo wszystko jest on moim szczęściem.

Nie wiem jak wytrzymuje z taką wariatką jak ja.

Jest po prostu najlepszy na świecie. Kocham go.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cały tydzień jęczałam żeby iść do mojego ulubionego

klubu. Po prostu poczułam ogromny spadek nastroju,

a tam jest dobra muzyka żadne techno discopolo ani typowa

komercha. Przy czym da się też potańczyć. Tak.

Uwielbiam to uczucie kiedy bo tygodniu stresu i

obniżonym nastroju mogę tam pójść i się wytańczyć.

Czuję wtedy ulgę, tak jakby upłynęła ze mnie cała zła

energia. Wracając do tematu jęczałam, jęczałam i

dziewczyny chciały pójść więc się ucieszyłam.

Na prawdę bardzo mocno. Jestem osobą która lubi coś

zaplanować i ma pewność że coś się powiedzie, a kiedy

tak nie jest to ogarnia mnie smutek i przygnębienie,

bo wiem że coś jak zwykle mi się nie udało.

Przechodząc do rzeczy, oczywiście kiedy przyszedł

piątek dziewczyny się wycofały. Tak. Dlaczego?

Bo w miasteczku obok mojego miasta był koncert

discopolo i siostra mojej koleżanki chciała tam pójść

bo wiedziała że będzie tam chłopak z którym była,

on powiedział że do niej nic nie czuje a ona dalej swoje

no i się posypały moje plany. Oczywiście sama nigdy bym

nie poszła więc zaczęłam pisać po ludziach. Alan mój

przyjaciel oczywiście nie poszedłby on ani do tańca ani

do różańca, ogólnie nieklubowy chłopak. Mój chłopak

pracował a poza tym jak to powiedział ten klub

''to nie jego klimaty''. No więc pisałam do innych

koleżanek, aż w końcu ostatecznie poszłam z moim

przyjacielem którego Damian nienawidzi bo był we mnie

kiedyś zakochany. No ale w tamtym momencie miałam to

kompletnie w dupie, jeszcze może bym została w domu

gdyby nie awantura miesiąca między moimi rodzicami.

Było zajebiście, wybawiłam się, wytańczyłam, przy okazji

dołączyło do nas dwóch kolegów Damiana. Ale on ma swoje

odchyły że teraz będzie zły że poszłam z Kubą, ale mam

to w dupie bo nie mogę wiecznie patrzeć na potrzeby

innych ludzi ale też na siebie. Co do dnia dzisiejszego.

Rano oczywiście kolejna awanturka z rodzicami, to że

zjadłam świeże parówki a nie odgotowane zeszłego dnia,

a później moja mama robiąca przetwory poprosiła mnie o

pomoc. Obieranie cebuli.. Moje oczy są bardzo wrażliwe

jeśli chodzi o cebule. One nie pieką, ale mnie palą.

No więc powiedziała żebym pokroiła paprykę. Pytanie

dlaczego na mnie się obraziła i uznała za idiotkę i

nieudacznika? Bo pokroiłam krzywo papryke. Tak, właśnie

temu... Pokroiłam paprykę nie po jej myśli i od razu

wyładowała się na mnie. Do tego dochodzi kwestia kasy.

Rodzice powiedzieli że nie dadzą mi złamanego grosza.

Dadzą mi o ile sobie zapracuję... To jakaś porażka.

Ja wiem, że są ludzie w moim wieku którzy muszą pracować

sami na swoje utrzymanie, ale ja nie mam aż tak złej

sytuacji. Mój ojciec chwali się ile to pieniędzy nie

zarabia, a na wyjście ledwo dał mi 10 zł. Mówi że ciągle

od niego wyciągam pieniądze.. No ciekawe. Od roku czasu

każde ubranie jakie kupiłam to za własne pieniądze, no

może coś mama mi kupiła na szmatach,ale tam majątku nie

wydała. Ja z wielką chęcią poszłabym do pracy od jutra

żeby mieć spokój i nie prosić o łaskę i nie słuchać

tych patologicznych kłótni. Ja czasami już z nimi nie

daję rady.. Po prostu wysiadam. Niby jest śmiesznie

hihihi hahahah ale jak przychodzi co do czego to

zawsze wszystko robię źle. To jest dla mnie takie ciężkie

już nie daje rady serio. Nienawidzę ich a to moi rodzice.

Mają do mnie pretensję że nie ma mnie ciągle w domu, ale

jak ja mam wytrzymać jak no powiedzcie jak!!!!!!!

Nie dam rady skończyć wybaczcie za bardzo boli .
  • awatar jas_mina: każdy młody czlowiek miał czas kiedy pomyślął nienawidzę ich...ja tak miałam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wczoraj pokłóciłam się tak ostro ostro z moją

najlepszą przyjaciółką. Ale wyszło to na dobre.

Zrozumiała swoje błędy i już jest lepiej.

Jestem szczęśliwa bo myślałam że ta przyjaźń

runęłaby w gruzach, czego bym chyba nie przeżyła.

Dla mnie Karolina jest jedną z najważniejszych

osób w życiu, a takie mogę policzyć na palcach jednej

ręki. Zrujnowanie naszej przyjaźni byłoby porównywalne

do rozwodu małżeństwa z 13-letnim stażem.

Co do mojej ''super terapii''. Mam wrażenie, że ciut

nastrój mi spada. Jak spotykam się z moimi przyjaciółmi

to jest lepiej, no ale wiadomo większość czasu spędzam

bez nich co jest dla mnie traumatyczne i patologiczne

jednocześnie bo grunt to czuć się dobrze z sobą..

No ale wracając do tematu. Wizyty u psychiatry mam

co 2 miesiące przy czym nie mam do tego zastrzeżeń

bo nie muszę z nią gadać , jest ona praktycznie tylko

od wypisywania leków i obczajenia czy przypadkiem się

nie zabiję za kilka dni. Co do psychologa..

Moja lekarka przypisała mi fajną panią psycholog,

ale potem trochę zaczęła mnie wkurzać.

Powiedziała że nie jest w stanie mi pomóc, a jest

mi potrzebna pomoc terapeuty DDA. Najlepsze jest w tym to

że sama specjalizuje się w dziedzinie uzależnienia i

współuzależnienia więc nie rozumiem dlaczego ona mi nie

może pomóc.. Nieważne.. No więc wysłała mnie do ośrodka

specjalizującego się w tej dziedzinie, a konkretnie do

jej koleżanek które tam pracują. Zbieg okoliczności?

Byłam tam raz i nigdy więcej. Było totalnie bez sensu.

Oczywiście tamtejsza psycholożka zapytała jak mi się

podobała wizyta, ja jak zwykle z braku śmiałości

odpowiedziałam że fajnie, fajnie. A wyszłam zawiedziona.

Mówiła do mnie tak jakby myślała że jestem upośledzona

i nie rozumiem co do mnie mówi. W sumie mając lata

praktyki w odwiedzaniu różnych terapeutów to norma.

Więcej się nie pojawiając powiedziałam mojej pierwotnej

pani psycholog, że tam nie będę chodziła oburzyła się

nie okazując tego, ale widziałam jej zdenerwowanie,

że nie zrobiłam tak jak kazała. Poszłam za to do innego

miejsca w nadziei sukcesu że tam będzie super. Ale jak

to w naszym kraju kochanym bywa, musiałam czekać

na wizytę kwalifikacyjną 2 miesiące to przychodząc tam

usłyszałam najlepsze co może usłyszeć załamany człowiek.

'' Pani nie ma jeszcze tak źle, są ludzie którzy mają

gorzej niż pani''... Serio... NO DO CHUJA PANA SERIO?!

Po prostu zwątpiłam. Mam już w dupie tych wszystkich

terapeutów. Póki co się trzymam, a jak się zabiję to

trudno. Ciesze się z tego że teraz jest okej i nie będę

psuła tej chwili która potrwa pewnie z miesiąc. Póki co

wystarczą mi wizyty u mojej psychiatry która daje mi

recepty dzięki którym jakoś funkcjonuję. A przepraszam

hahaha! Nie do mojej psychiatry, wyznaczyła mi nowego bo

sama gdzieś wyjeżdża i będę musiała opowiadać teraz

historię swojego życia po raz ęty co mnie już nudzi.

Konkretnie opowiadałam wszystko o sobie i swoim życiu

już 12. Tak właśnie tylu odwiedziłam łącznie psychologów

i psychiatrów. I szczerze z tego miejsca współczuję

ludziom którzy są teraz w najgorszych momentach swoich

chorób psychicznych, bo na ich miejscu chyba bym tego

nie wytrzymała.
 

 
Powiem tak. Mam ochotę coś zniszczyć. Jestem wściekła.

Czuję się źle wewnątrz. Ogólnie mam wrażenie jakbym

gniła. Wszystko mnie boli, a najbardziej głowa i brzuch.

Obawiam się, że na moim wyjeździe skończę w pokoju przez

moje złe samopoczucie. CZUJE SIĘ OKROPNIE. Chciałabym

z kimś o tym porozmawiać,ale z kim? Wszyscy już są

do tego przyzwyczajeni i słyszę tylko będzie dobrze,

to nic nowego.
 

 
Podniosłam się odrobinkę. Ostatnio nie ma mnie w ogóle

w domu. Dni spędzałam u dziadka lub u chłopaka,

a nocami jeździmy z paczką przyjaciół w różne ciekawe

miejsca. Co dziwne od niedawna spotyka się z nami

Kamila przyjaciółka mojej Karoliny. Czemu co dziwne?

Byłam o nią zazdrosna w cholerę przez długi długi czas

A okazała się na prawdę śmieszną i kochaną osobą.

Jeśli chodzi o moją sferę emocjonalną to chyba

jest aktualnie możliwie. Niestety codziennie mam durne

myśli. Taczają się w mojej głowie każdego wieczora.

Mam przed oczami obraz mojej śmierci.

Ja to jednak jestem popierdolona.
 

 
Wszystko pięknie ładnie się układało. Na prawdę ja jestem

chyba skazana na porażkę. Czuję zażenowanie swoją osobą.

Post temu szczęśliwa że znalazłam pracę.. a teraz? Po

pracy. Po miesiącu zwolniono mnie. Na moje własne

życzenie. Zawsze o tym marzyłam. Jestem pieprzonym

nieudacznikiem czy jak?. Raz zdarzyło mi się zemdleć.

Wysłali mnie na urlop i nie było problemu. Po 2

tygodniach jednej nocy nie mogłam spać, źle się czułam.

Biegunka, nudności. Miałam do pracy na 4:45 i

musiałam o tej porze być bez gadania. Przyszłam i

pierwsza rzecz jaką zrobiłam zaczęłam dzwonić do ludzi

z pracy kto ma wolne i kto może przyjść. Udało mi się

załatwić zastępstwo. Wszystko bez problemu. Przyszedł

kierownik powiedziałam że się źle czuje i chce wolne.

A on do mnie z tekstem patrz żebyś w ciągu dwóch dni

nie dostała telefonu że podziękujemy Ci za prace..

Zapierdalałam jak dzika po 14 godzin. Wszystko żeby

się tam utrzymać i co? Gówno. Kiedy przyjechał po mnie

mój chłopak zaczęłam bardzo płakać. Poczułam wtedy

coś bardzo okropnego. To uczucie że jesteś nieudacznikiem

i że nie utrzymam się w żadnej pracy bo źle się będę

czuła. Myślałam że wyleczyłam się całkowicie z zaburzeń

lękowych i wszystko będzie w porządku. Jestem teraz

załamana jak nigdy. Powiedziałam wszystkim, że sama

się zwolniłam bo wstydziłam się przyznać do tego jaka ze

mnie nieudolna osoba. I nie mówcie że to nie moja wina

bo wiem że moja. Po co komu pracownik, który ciągle

potrzebuje wolnego bo musi biegać po lekarzach a nie

wytrzyma 3 dni w pracy bo zemdleje. Proste. Sama bym

kogoś takiego zwolniła. Ostatnio jebie się w chuj.

Mam myśli samobójcze, konkretnie mam

chęć się powiesić, ale się boję. Chociaż ostatnio co raz

mniej się boję. Mój chłopak ciągle ma do mnie o wszystko

pretensje krzyczy i czepia się. Ja już nie wiem co mam

zrobić żeby normalnie żyć. Dostałam się na studia

aahhahaahhahahahahahahahahahhahahahahahahahahahah

Wiecie na co ? hahahahahhahahahaha ma FILOLOGIĘ POLSKĄ.

To marzenie mojego życia. Zawsze chciałam iść na

filologie polską. Teraz to się dopiero czuję spełniona.

Gorzej być nie może. Brak pracy, kasy, spełnienia,

radości, do tego 5 lat chodzenia do miejsca w którym

będę mówiła ''kurwa co ja tu robię ?!''. Tak jest

dziewczyny. Jest po prostu nieziemsko wspaniale jak

przez większość czasu w moim życiu. s
 

 
W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment

kiedy trzeba się usamodzielnić. No więc dostałam pracę.

Przy trzeciej rozmowie już mi się udało. Ale pierwsze

dwie rozmowy okazały się porażką. Za pierwszym znalazłam

ogłoszenie o poszukiwanej hostessie. Pomyślałam super.

Na jakiś czas pasuje. Poszłam na rozmowę, a to co tam

zastałam hahaha szkoda gadać. ''Potrzebujemy dziewczyny

która będzie namawiała klientów na kupno drinków

w klubie ze striptizem. W głowie pojawiła mi się

ewakuacja, ale jestem na tyle kulturalną osobą,

że do końca wysłuchałam oferty i powiedziałam że

się zastanowię. Oczywiście że bym nie poszła tam

pracować. Drugi raz ogłoszenie dotyczyło stanowiska

konsultant do spraw marketingu. Czułam że coś z tym

jest nie tak. Ja mając 18,5 lat bez doświadczenia?

No a jak. Okazało się że trzeba być akwizytorem i łazić

po mieszkaniach ludzi i namawiać do podpisywania umów.

Podziękowałam za taką robotę. Za trzecim razem

trafiłam idealnie, nie zdradzę czym będę się zajmowała,

ale ciesze się że znalazłam na tyle fajną pracę

jak na mój wiek i doświadczenie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mój ojciec mnie denerwuje, przez alkohol mózg mu już

wyżera. Ciągle się mnie czepia. Wszystko robię nie tak,

a moja mama wszystkie moje sukcesy przypisuje sobie.

Denerwują mnie ludzie, sama ja również siebie denerwuje.

Nie rozumiem wielu kwestii i okropieństwa jakimi kierują

się ludzie. Wszystko się pierdoli ..
 

 
Wróciliśmy do siebie z D. Ogólnie u mnie nie najlepiej.

Pojawiają się myśli samobójcze i nie chcą z głowy wyjść.

Czuję się okropnie źle. Do tego od 5 dni boli mnie głowa,

żadne przeciwbólowe leki nie działają. Moja mama sugeruje

że to kleszcz chociaż nic takiego nie widziałam na sobie.

Już niedługo wizyta u psychiatry. Trochę się stresuję.

Wstydzę się bardzo opowiadać o tym co się ze mną dzieje.

Bo w sumie nie ma czym się chwalić.
 

 
Ból przeszywa moją duszę ..
 

 
Gorzej być nie mogło. Rozstałam się z D. Czuję się

gorzej. Ostatnio nie mogę skupić się na życiu bo na

każdym kroku widzę niebezpieczeństwa.Nie powiem już nic o

moich zwidach. Ostatnio widział wychodzące z zraszacza

gaśniczego mrówki. Nie powiem nic o wszystkich większych

samochodach którymi jadą psychopaci którzy chcą mnie

porwać i zabić. Tak właśnie to się u mnie dzieję. Jak tu

nie zwariować.
  • awatar BlueAndYellow: szkoda trochę , że się rozstaliście ale może to i lepiej :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czuję się dumna i zła i smutna. W sobotę odbył się panel

dyskusyjny dotyczący bezdomności zwierząt, który został

poprowadzony i zorganizowany przeze mnie i mojego kolege.

Udało się nam ściągnąć panią Dorotę Sumińską. Świetna

kobieta, zabawna i inteligentna do tego z dobrym

sercem. Ucieszyłam się, że ją poznałam i że wszystko

poszło świetnie. Cóż potem było gorzej Damian się na mnie

obraził. Że nie spędziłam z nim akurat tego dnia.

Co tam że do 21 miałam zapchany dzień. Do tego W..

Miałam przyjść do niej na noc. Bardzo tego chciała.

Nawet ogarnęłam kilka super rzeczy które porobimy,

ale niestety okazało się że o 20 mam spotkanie z projektu

było to ważne. Zadzwoniłam więc ok 17 i powiedziałam

że nie moge być oczywiście przeprosiłam i co..

Foch.. Rozumiem, że miałam przyjść i tak dalej.

Ale kurcze ludzie! Wypadło mi coś, takie rzeczy

się zdarzają. Nie można się od razu obrażać.

Bardzo chciałam nocować u niej ale wyszło jak wyszło.

Napisała oczywiście, że teraz to już ją dobiłam i

czuje że trafi do szpitala. Aż mi się przykro zrobiło.

Bo nie przyjechałam to trafi do szpitala. Szantaż?

Serio myślałam że nie wiem co zrobię. Specjalnie

dla niej pojechałam do Warszawy żeby ją odwiedzić,

a to było dla mnie bardzo ciężkie. Wyjście na miasto

w mojej miejscowości to wielki trud, a co mówić o

warszawie. Jeszcze jazda autobusem tyle czasu.

Ciężko to zniosłam. Wróciłam do domu i oczywiście

zaczęły się rewolucje żołądkowe. Ale nie ważne..

Moje życie się nie liczy. Wszyscy chcieliby, żebym

spełniała ich oczekiwania. Dopiero co się uwolniłam

z presji jaką wywierali na mnie rodzice , a teraz

zaczynają robić to inni. Nie podoba mi się to. Zawsze

jak mogę jestem przy niej. Rozumiem że jest ciężko.

Sama przez to przechodziłam, ale nigdy nie zmuszałam

nikogo żeby ze mną był. Trzeba zmienić swój sposób

myślenia a potem osądzać innych. Bo takie manipulowanie

jest niefajne. Możliwe że to miała być próba

wzbudzenia u mnie poczucia winy. Nie udała się.

Jest mi raczej przykro bo nikt nie zwraca uwagi

na moje potrzeby, robiłam coś ważnego coś co było

mi potrzebne w życiu i tyle..
 

 
Większość matur już za mną dziś o 18 zdaje ustny

Angielski. Mam nadzieje że będzie spoko temat bo jak nie

będę w dupie haha. Jutro ustny polski to jeszcze

gorzej. Na szczęście zawiezie mnie Damian więc

odstresuje się troszkę. W piątek będę prowadziła

panel dyskusyjny z panią Dorotą Sumińską, popularną panią

weterynarz. Czuje się podekscytowana!
 

 
Jade jutro do mojej Wi do Warszawy do szpitala.

Strasznie się stresuję. to niby nie aż tak daleko ale dla

mnie bardzo. Łyknę se hyroksyzynkę i będzie chyba ok.

Już niedługo matura dokładnie 6 dni zawsze o tym

marzyłam .
 

 
Jest bardzo źle, mam w głowie tylko jedno. Nienawidzę

tego uczucia. Nie mogę tego pojąć jak takie okropne

rzeczy znalazły się w mojej głowie. Po policzkach od

godziny spływają mi łzy. Nie wytrzymam już dłużej.

Nie wiem jak dalej pociągnę. Oni tego nie zrozumieją.

~ Samotna wśród tłumu płynie przez życie lecz nic

nie skazało na to że zniknie w ramionach wiatru

i cienia. ~
 

 
Za oknem moja ulubiona pogoda. Chociaż tyle mi się

udało. Dziś dzień w domu z ojcem. Może się nie pozabijamy

Mam ochotę na słodycze i je kupie i będę oglądała dramaty

i będę płakała. I to na tyle. Jestem w dupie.
 

 
Jest źle. Bardzo źle. Już sama nie wiem czemu tak się

dzieje. Te myśli natrętnie wracają. Nie mogą mi zepsuć

wszystkiego na co tak ciężko pracuję. Nie teraz..

Boje się że nie opanuję tego.
  • awatar lovespam: Wiesz, musisz się bardzo skupic i zastanowić się co powoduje te myśli? Bo jest pewnie jakiś Twój mechanizm "obronny" na pewne sytuacje, tak zwykle jest z takimi myślami. Tzn nie wiem dokładnie o co chodzi, ale tak podpowiada mi intuicja.
  • awatar victim's mind: trzymaj się !!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Czuje się bardzo samotna. Mam wrażenie że przyjaciele się

ode mnie odsuwają, nawet D mój własny chłopak.

Wczoraj się pokłóciliśmy trochę. Zadzwoniła jego mama

opieprzyła za oceny, on od razu zrobił się smutny,

próbowałam go rozśmieszać żeby się nie smucił, a on

chamsko to odrzucił, no nic pomyślałam że mi się też

zdarza. Zadzwonił do niego kolega żeby lecieć na miasto

on D i jeszcze A nasz przyjaciel. No i oczywiście

mieliśmy spędzić długi wieczór razem,ale jednak nie.

No nic trudno pomyślałam. Mi też strasznie chciało się

iść na miasto. D zadzwonił do A czy idzie

na miasto kiedy powiedział że nie D też powiedział

że nie idzie. No dobra więc zapytałam D czy idziemy

razem na miasto. On powiedział że nie nie ma ochoty.

Do jasnej cholery?! Z nimi miał ochotę, a z własną

dziewczyną nie. Widzę jak się ode mnie oddala.

Co raz częściej unika spotkań, co raz krócej się

spotykamy, on tłumaczy to tym że musi się uczyć,

bo jego mama będzie zła. Ale z kolegami zawsze ma czas

na wszystko. To u kolegi się napili to u drugiego.

I ciągle tak samo. Czyżby moje towarzystwo go denerwowało

może ze mną nie potrafi być szczęśliwy? Wiem jak to

wygląda. Ale ja na prawdę nie mam poza nim nikogo kto

stara się zrozumieć . B? B też się ode mnie oddaliła. Mam

wrażenie że jej nie obchodzę. Raz na jakiś czas spotka

się ze mną na odczepnego, ale to tylko bo tak wypada.

Rozumiem w sumie kto chciałby przebywać z kimś jak ja.

Jestem wiecznie smutna, wiecznie źle się czuję, wiecznie

się boję. Ludzi to irytuje, ale ja nic na to nie poradzę.

Jest mi bardzo smutno. Na prawdę oni mnie już chyba

nie cierpią. Serce mnie aż boli jak o tym myślę.

Ja na prawdę mam tylko ich, utrata to najgorsze co może

być. Do tego doszły mi dziś myśli samobójcze. Już serio

nie wytrzymuje presji. Przy obiedzie pokłóciłam się

z rodzicami. Wypomniałam im jak mnie wyzywali od debili

i żeby się nie dziwili czemu nie potrafie mieć teraz

marzeń i planów na przyszłość. Oni zwalają winę na to

że nie radze sobie w grupie.

Co nie jest prawdą bo nauczanie indywidualne nie mam

przez to że nie dogaduje się z klasą tylko dlatego

że mam sfiksowaną głowę. Czuję się jak nieudacznik losu.

Seriously. Tragicznie.
 

 
Zachorowałam, jak zwykle przed Wielkanocą. Zawalone

gardło, bóle mięśni, katar. Nienawidzę tego!

Do matury mało czasu ale ruszyłam tyłek i zostało mi się

w sumie podszkolić z matmy i historii. Jakoś dam radę.

oglądam jakiś badziew na polsacie bo nie mogę spać.

Moja pieska również zachorowała. Ma coś z pęcherzem.

Sika krwią. Tak mi jej szkoda. Ogólnie pies mojego

dziadka również choruje. Z tym że on ma już 12 lat.

Ma problemy z sercem i oddychaniem. Weterynarz dał mu

czas do wakacji. Powiedział że upałów już nie przeżyje.

Szkoda mi psiaka. Moi rodzice nie są już tacy wrażliwi.

Dla nich to bez różnicy. Kiedy powiedziałam tacie, że

dziadka pies umiera to odpowiedział mi no to co..

Taka ma rodzina.
  • awatar sense of security: Zdrowia dla Ciebie i pieska ;* Nie potrafię patrzeć na cierpienie zwierząt, cos mnie za serce chwyta.. A to jak ktos jest obojetny na takie cierpinie to, po prostu nie rozumiem takich ludzi.Trzymaj sie, powodzenia z matura. Wesołych świąt!
  • awatar BlueAndYellow: ja też byłam chora i dopiero kilka dni temu wróciły mi siły itd. Boże matura... współczuję ale dasz radę :) :* Wesołych !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Właśnie tak. Życie ludzkie to teatr. Większość ludzi gra

jak im zagrają. Niestety. Czasami ciężko mi to

zaakceptować, że nie mogę być do końca sobą. Chciałabym,

ale wtedy zniszczyłabym się. Są pewne poglądy i sposób

bycia które są dla ludzi śmieszne. Zostajesz zepchnięty

na ubocze i jesteś sam jak palec. Ciężko mi słuchać

okropieństw jakie ludzie narzucają, ale też ciężko mi być

bez ludzi. Paradoks. Zbyt wrażliwa na ten świat.
 

 
Matura to bzdura. Nie chce mi się już w kółko robić tych

durnych zadań. Robię wszystko w miarę ok tak na 4 , a

kiedy przychodzi matura próbna to mam 20 %, 27 %.. Już

powątpiewam czy zdam z matematyki. Ale wiem że muszę i

porażka motywuje mnie do działania. Mam straszne zakwasy

nie wiem od czego ale nogi bolą jak cholera.

Sama ostatnio dużo rysuje, nie jest to może nic

konkretnego, ale zawsze coś, przynajmniej znalazłam coś

co mnie bardzo relaksuje. Po maturze, ruszam z rysowaniem

zrobie prawko, pójdę na oddział dzienny zrobić porządek

ze zdrowiem i w końcu zacznę pisać książkę.
  • awatar Mysterious lady: Próbne zawsze wychodzą źle... czasami nawet o 40% jak nie więcej... także bez spiny ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Byłam dziś na mieście z Damianem i kolegami. Nie chciałam

iść bo było mi dziwnie ja jedna dziewczyna pewnie

chcieli się spotkać na męski wypad, ale Damian się uparł.

Nie chciałam być przymulona, moje żarty nie wychodziły,

powiedziałam kilka rzeczy których nie powinnam wyszłam na

idiotkę. SERIO. Żałuję że poszłam pewnie mają mnie teraz

za nie wiem kogo. Jakiś szajs.
 

 
Ostatnio zaczęłam terapię współuzależnionych osób. Owszem

mój ojciec to alkoholik. Jak wiadomo odbija się to na

mojej psychice. Moje życie polega na podporządkowaniu się

rodzicom. Musze spełniać ich oczekiwania. Nie ingerować

w sytuację w jakiej moja rodzina się znajduję. Nie mam

prawa głosu. Mam wszystko to czego mój ojciec nie miał

w dzieciństwie i to według niego powód tego że nie mam

prawa mieć własnego zdania. Wszystko co się ze mną

dzieje jest dla niego jednym wielkim kłamstwem.

Chodziłam na karate prawie 10 lat bo rodzice mi kazali,

kiedy chciałam przestać powiedziała stop nie, usłyszałam

że nie ma dyskusji że dużo pieniędzy w to włożyli.

Nie liczyło się moje zdanie. Jak mam być szczęśliwa?

Czy można być szczęśliwym nie mogąc być sobą? Nie.

Zrezygnowałam z tego sportu podczas kryzysu małżeńskiego

moich rodziców. Kiedy się kłócili,a w domu panował chaos

byłam sama z sobą wtedy miałam spokój. Nikt się mną nie

interesował. Nie.nie. Przepraszam każde chciało przecią-

gnąć mnie na swoją stronę. Ale wtedy zrezygnowałam ze

sportu. Było to dla mnie męczące robić coś czego nie chce

Moi rodzice do dziś mają mi to za złe. Zawsze słyszę

''gdybyś nie zrezygnowała to to i tamto..'' Kiedy jednak

zapanowali nad swoim małżeństwem ojciec zostawił kochankę

skupili się na sobie i oboje przeciwko mnie. Miałam

zawsze średnią 3,7 w gimnazjum. Wywiadówki kończyły się

krzykiem i wyzywaniem mnie od debili, imbecyli, kretynów

i tak dalej. Zawsze słyszałam że skończę sprzątając

wagony. Że będę nikim. Zabrali mi internet na 2 lata.

Co nie przyniosło poprawy ocen. Nie miałam wtedy żadnych

dodatkowych zajęć, bardzo chciałam iść na siłownię. Mama

powiedziała że nie ma mowy, albo wrócę na karate albo nic

i w ten sposób kiedy moi rówieśnicy rozwijali swoje pasje

na zajęciach z języka, rysunku, koszykówki ja siedziałam

w domu. Do dziś nie mam żadnej pasji. Dodatkowych zajęć.

Nie mam wykształconej żadnej zdolności. Nie umiem śpiewać

tańczyć, malować, mówić po angielsku. Nic. Kiedy siedzę

uczę się mój ojciec prosi mnie żebym poszła do sklepu..

przepraszam nie prosi każe ! On zawsze daje rozkazy.

Idź do sklepu! Ja mówię za chwilkę to on strzela focha.

Idzie sam do sklepu i słyszę: Tylko ty mnie o coś poproś.

Słyszę że nic nie robię w domu, traktuje mnie jako

nieudacznika. Moja mama ma nie wiem jakie wymagania.

Nie jestem jej spełnieniem marzeń, stylóweczką z

czerwonym paskiem. Mam kolczyk w nosie słucham

indie rocka taka jest prawda. Moi rodzice nic o mnie nie

wiedzą. Przepraszam wiedzą. Że lubię historię.

Tak na koniec najgorsza rzecz usłyszana od własnej mamy?

Nie radzę już sobie z Tobą oddam cię do domu dziecka.

Nie ćpam, nie piję alkoholu, nie palę papierosów, moja

średnia wedle ich oczekiwań wzrosła do 4,3 mam tylko

jedną wadę jestem bardzo wrażliwa i z tego względu

pojawiły się u mnie zaburzenia lękowe i depresja.

Nie takie dziecko sobie wymarzyli niestety. Czuje się

w tym domu samotna.
 

 
W mojej głowie trwa burza. Ogarnia mnie głęboki smutek,

melancholia i przygnębienie ale też silny lęk. Chciałabym

się ocknąć. Nie wiem czemu ale to nie jest proste.

Płaczę. Już dosyć długo. Nie wytrzymuje w tym domu pełnym

fałszu. Musze wylać tu cały smutek. Jest strasznie ciężko

i nie potrafię sobie z tym poradzić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnio gorzej, to już chyba nie nowość Matura już

wkrótce, ale po co się uczyć haha. No tak. A potem będzie

płacz. E taam jeszcze są poprawki, nie będę się nią

zamartwiać bo mam już wystarczająco wiele problemów.

Mam dość mojej szkoły. Dość mam nauki, chcę do pracy.

Nie będę nigdy żałować że nie moge wrócić do czasów

nauki w szkole bo ta nauka jest chujowa. Głowa mnie boli

nerka mnie boli wszystko. Ciężkie życie ulicznego rapera

Nawet nie mam o czym napisać bo przez maturę moje życie

stoi w miejscu. W weekend byłam w klubie z Bandi,

Alanem, Damianem i Sajmonkiem, a właśnie co do Sajmonka

wschodzącej gwiazdy rapu połsuchajcie


jestem dumna z mego dzieciaka!

Hahaha a i jeszcze mam super hit polecony przez Alana.

Jeszcze w jego osobistym wykonaniu brzmi to najlepiej.

W ramach poprawienia humoru
  • awatar BlueAndYellow: po co wgl ta matura :p
  • awatar mаргарет: Jak za rok będziesz miała sesję to nauczysz się materiału porównywalnego z tym maturalnym w dwa dni, srsly. Ogólniak (chociaż klęłam na niego na czym świat stoi) jest w porządku w porównaniu do tych bebłów na studiach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Lepiej bo się pogodziłam ze wszystkimi, tak tak

ciężko to ogarnąć, ale nie mam czasu na kłótnie.

Gorzej bo na prawdę wszystkie objawy somatyczne wracają.

Pali mnie w całym przełyku, ledwo przełykam ślinę mam tak

zaciśnięty przełyk, kręci mi się w głowie, i ciężko mi

oddychać. Kocham nerwicę Damian jest na imprezie , a

ja jak zwykle jestem bardzo zazdrosna haha. Ale stop

opanowanie. Żadnych aktów zazdrości. Mam siły na humor,

aż się dziwię. Jutro do szkoły pójdę z dziadkiem bo

sama się boję omdlenia. Tak właśnie się czuję.

Kocham to po prostu. Dziś jak zwykle jak to ja

rozwaliłam hajs na głupoty, a najlepsze to sówkowe

naklejki z biedronki. Na co mi one ? haha Nie wiem.

Ogólnie to dziś moje ciało zabrało wszystkie obciążenia

z głowy na układ pokarmowy i jest cholernie ciężko.

Nie mogę zasnąć nawet 2 hydroksyzyny gówno dały.

Nienawidzę tego gówna ówna na a! Ale to nic jakoś się

to przetrwa, oby jutro było lepiej!
 

 
Ale miałam dziś popieprzony sen ! Ale taki bardzo!

Śniło mi się że wracałam z imprezy i wszędzie w moim

bloku były powybijane szyby i wszędzie paliły się

światła syren. Kiedy dotarłam już pod blok, wszędzie były

karetki, wozy policyjne oraz strażackie. Była masakra.

Zapytałam się jednego z policjantów co się wydarzyło.

Powiedział że przelatywał helikopter ratunkowy, który

miał wyciek paliwa i uderzył mocno w blok , a wszystkie

sufity runęły w dół. Zapytałam się jak to wszystkie,

od którego do którego, a on mi powiedział że od

ostatniego do 5 .. Dowiedziałam się że rodzice nie żyją.

To była masakra, potem sen urwał się i kiedy już

ogarnięto sytuację w kwestii budowlanej pozwolono

dostać się do mieszkania aby zabrać rzeczy. Wiem

że przyjechali ze mną tam przyjaciele, Alan, Bandi, Kuba

Wika, mój Damian, Dziadek i Ciocia. Potem sen ponownie

się urwał. I następnym elementem był pogrzeb, to było

okropne wyobrażenie, najlepsze że codziennie śni mi się

czyjaś śmierć. Kiedy się obudziłam byłam przerażona.
 

 
Uczucia na dziś to wdzięczność, miłość, ból, smutek,

radość, rozczarowanie, przyjaźń, apatia.

Jest źle w dalszym ciągu, ale to nic jakoś

się wygrzebię, adios!
 

 
Czyżby to ja ? Mam wrażenie, że ostatnio wszystko,

wali mi się na głowę. Z Damianem non stop są kłótnie o

pierdoły, dla mnie samej odbija chwilami, czasem jestem

spokojna, kiedy indziej nadpobudliwa, tak

na okrągło. Wszystko mnie przerasta, kłótnie,

beznadziejne relacje z rodzicami. Wczoraj miałam

już ochotę rzucić to wszystko w cholerę.

Chciałam zrobić coś głupiego, ale zadzwoniłam do

Damiana, przyjechał. Pojechaliśmy do Alana i ciągle

spałam. Dziś kolejna kłótnia, o to że oglądaliśmy horror,

a nie ''Uprowadzona 3'' .. Bez sensu.

A jeszcze wcześniej o to, że wzięłam całą tabletkę

na sen , a nie pół. To ja lepiej chyba wiem ile

potrzebuje. Nieważne. Nie ma co kogo obwiniać.

Wina zawsze jest po obu stronach. Aktualne samopoczucie

to dno. Czuje się źle. Bez perspektyw na jutro.

Matura. Zaległości. Ciągłe narzekania mamy. Pretensje

taty. Fochy Wiktorii. Unikanie spotkań B. Kłótnie

z Damianem. Niska samoocena. Ciągłe zmęczenie.

Powrót lęków. Strach przed zaśnięciem. Jedzenie.

Jest kompletnie źle. Nie wiem jak sobie pomóc.

Serio nie mam już pomysłów. Kompletnie ich nie mam.

Jest bardzo źle. Bardzo mocno. Mam w głowie jakiś

śmietnik. Nie potrafię się cieszyć. Nie wiem

co dalej, zobaczymy czy będzie dalej..
 

 
Ostatnio mi się pogorszyło, to z tych gorszych wieści.

No i koniec ferii za 7 dni (y). Dziś wybieram się na

lodowisko z Damianem i z Wiką. Za chwilkę jadę z ciotką

na zakupy ubraniowe i w końcu pofarbuje włosy hahaha. Już

mam takie odrosty że szkoda gadać. Naciągnę ją może na

kilka łaszków. Ogólnie to te ferie zaliczam do nudnych.

Nic się nie dzieje. Jedyne wydarzenie świata to wyjście

na randkę z Damianem. Byliśmy w sobotę na pizzy. Było

miło. Jak myślę o tym że będzie trzeba się przygotować do

matury to mnie dopada dołek. Coś jednak muszę robić.

Ostatnio wpadła mi w oko piosenka ''Perdoname'' jest

świetna! Nawet ją rozumiem z moją znajomością

hiszpańskiego. Za chwilkę zrobię sobie jakiś super make

up. Cholernie nudno. Z Damianem mamy zamiar zapisać się

na kurs malowania. Ogólnie chcę dziś kupić farby i

pędzle. Może jakoś mi to wyjdzie.
 

 
Cały dzień jak zombie. Spać mi się chce.

Spotkałam się dziś z Wiką i było fajnie. Poszłam

po nią na oddział tam gdzie się poznałyśmy

pogadałam trochę z personelem i git.

Fajne to było miejsce, wszyscy byli mili

i darzyli mnie sympatią. Aż chciało się żyć.
 

 
Źle się czuję. Cholernie boli mnie brzuch,

mam biegunkę, elektrolity to mi spadły tak że

za chwilę się przewrócę. Jutro do szkoły.

Na szczęście tylko 2 lekcje. Ale za to jakie.

Historia i Matma, pisałam dziś 3 prace maturalne

i dziękuję bardzo. Wszyscy ciągle mają do mnie

pretensje. Moje samopoczucie wynika chyba z

ostatnio zaistniałych sytuacji, tyle stresu

to ja już dawno nie miałam. Wkurza mnie to,

że mam tak wrażliwe ciało, że moje emocje

wywołują tak ogromny wpływ na organizm.

Tak mnie boli brzuch, że aż przeszywa do

pleców. Chujnia jednym słowem. Do tego

wrócił mi lęk. Strasznie znowu boje się

jeść. To jest straszne bo jak juz mam w ręku

coś do jedzenia to mam zacisk w przełyku.

Szajs, szajs. Słucham sobie właśnie dobrej

muzyki Take me tO church. Świetna piosenka.

Oby przetrwać do jutra.